piątek, 5 września 2014

STOP! Niepożądanym Odczynom Poszczepiennym!

Uff... za nami ostatnie w tym roku szczepienie... trzecia dawka WZW B. Do lutego nie martwimy się szczepieniami, odczynami poszczepiennymi, powikłaniami...
Zanim urodził się Piotruś mój pogląd na szczepienia ochronne był jasny- trzeba szczepić! Nie zdawałam sobie także sprawy z istnienia odczynów poszczepiennych. Ale kiedy pojawiła się ta mała istotka, która wywróciła nasz świat do góry nogami, przyszedł także czas na przewartościowanie poglądów.
Ogromnym szokiem była dla mnie informacja, że Polska jest jednym z nielicznych krajów, w których szczepi się dzieci w pierwszej dobie życia. Tymczasem w szpitalu nie pozwolono mi być nawet obecną przy pierwszym szczepieniu naszego malucha...
Kolejny szok- jedynie w krajach byłego Bloku Wschodniego szczepienia nadal są obowiązkowe, w pozostałych krajach szczepienia są dobrowolne.

Źródło:  Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP

Liczba ukłuć, które maleństwo ma otrzymać podczas jednej wizyty w Punkcie Szczepień może przyprawić rodziców o palpitacje serca. Dlatego też szczepiąc Piotrusia zdecydowaliśmy się na szczepionkę skojarzoną 5w1 Pentaxim. W wyborze utwierdził nas też lekarz pediatra. 
Piotruś od samego początku był i jest bardzo pogodnym dzieckiem. Nie płacze, przesypia ładnie noce (budzi się jedynie na jedzenie), nigdy nie mieliśmy problemów z kolkami. 
Pierwsze szczepienie, powrót do domu. Mija kilka godzin, a pokój rozrywa nagle przeraźliwy płacz. Nawet nie wiem, czy można to nazwać płaczem. To przeraźliwe wycie... pisk... Jeszcze nigdy w życiu tak bardzo się nie bałam... Potworne uczucie- trzymasz w ramionach kogoś, kogo kochasz, wiesz, że cierpi i nie jesteś w stanie mu pomóc... Pamiętam oczy naszego Piotrusia pełne łez i jego przerażone spojrzenie. Jakby pytał nimi: co się dzieje mamo?
Niemalże przez godzinę nosiliśmy go na zmianę na rękach i staraliśmy się w jakiś sposób mu pomóc albo przynajmniej ukoić jego płacz. Dopiero, kiedy nasz maluszek dosłownie padł ze zmęczenia, a my odzyskaliśmy w jakimś stopniu jasność myślenia, skojarzyliśmy to całe zajście ze szczepieniem. Piotruś przespał po tym histerycznym płaczu cały dzień, nie budził się nawet na jedzenie.W nocy czuwaliśmy nad naszym biedactwem, sprawdzając co chwilę, czy wszystko z nim w porządku.
Po dwóch miesiącach przyszła kolej na następną dawkę. Pamiętam, było to w maju, więc po szczepieniu pojechaliśmy na ogródki działkowe, żeby wykorzystać ładną pogodę. Historia z przeraźliwym płaczem znów się powtórzyła... Tym razem Piotruś dodatkowo podczas płaczu dostał na twarzy czerwonych plam, które zniknęły po kilkudziesięciu minutach. Kompletnie bezradna zadzwoniłam wtedy do Ośrodka Zdrowia. Naszego lekarza już nie było, więc pielęgniarka przełączyła mnie do dyżurującej lekarki, żebym osobiście zapytała, czy nas przyjmie. Powiedziałam jej, że dziecko było szczepione i jak się zachowuje, w tym, że nie możemy go uspokoić, bo zanosi się od płaczu. A ono skwitowała to tylko, że ma swoich pacjentów i nas nie przyjmie- Proszę jechać na opiekę całodobową. Na szczęście Piotrkowi udało się w końcu utulić Piotrusia i nasz Skarb zasnął.
Nasza zła passa ze szczepieniami trwała jednak w najlepsze, bo kilka dni po zaszczenieniu Piotrusia drugą dawką Pentaximu w mediach pojawiła się informacja o wycofaniu serii tej szczepionki ze względu na podejrzenie niedotrzymania standardów jakości podczas produkcji. Wycofano dokładnie tą serię, którą zaszczepiono nasze dziecko!
Trzecią dawka Pentaximu, Piotruś zniósł już lepiej. Był wprawdzie marudny, płaczliwy i ospały przez kilka dni po szczepieniu, ale ataki histerii nie były już tak duże i przerażające, jak poprzednie. Każdorazowo mówiliśmy naszemu pediatrze, o reakcji Piotrusia na szczepionki, jednak nie robiło to na nim większego wrażenia, bo jak twierdzi- odczyny poszczepienne są dla niego codziennością. Nie odnotował ich też w książeczce zdrowia dziecka, chociaż posiada ona rubrykę pt. Odczyny poszczepienne. Drukowaną pro forma, jak rozumiem, bo nie spotkałam nigdzie historii, w której ktoś przedstawiałby lekarz, który wpisał do książeczki zdrowia odczyn poszczepienny.
Przed każdym kolejnym szczepieniem, zastanawiamy się, czy szczepić Piotrusia, skoro cały zachodni świat już tego nie robi albo przynajmniej nie nakłada obowiązku szczepienia, pozostawia rodzicom prawo decydowania o swoim dziecku.
Przed nami kolejne szczepienia w przyszłym roku, a do tego czasu cieszymy się naszym pogodnym, uśmiechniętym Urwisem i zapominamy, że istnieje coś takiego, jak niepożądane odczyny poszczepienne.

4 komentarze:

  1. Czyli coś o czym i ja mówię od pewnego czasu - nie szczepić wcale. Selekcja naturalna w przyrodzie musi być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówienie o selekcji naturalnej w kontekście dziecka jest chyba co najmniej nie na miejscu.

      Usuń
    2. Przeciwnie, to coś jak najbardziej naturalnego i owszem, na miejscu (chociaż być może kontrowersyjne).

      Usuń
  2. Pamiętam każde szczepienie naszej córeczki. Też ciężko to znosiła, a lekarka nawet nie chciała z nami rozmawiać o odczynach poszczepiennych, mówiła że to normalne, że dziecko się źle czuje po szczepieniu, bo walczy z chorobą. Żałuję, że wybraliśmy niepłatne szczepienia, bo ilość zastrzyków, które mała dostawała przy jednej wizycie była przytłaczająca.

    OdpowiedzUsuń